„Po co to wszystko?"
J 17,20-26 · finał serii „Blisko"
1. Ruch 1 — PRÓG: podsłuchana modlitwa
[ ton ruchu: narracyjno-odkrywczy — budzić zdumienie, jeszcze bez wielkiej proklamacji ]
Powitanie i rama serii
Hej kościele, witam Was bardzo serdecznie. Witam szczególnie tych z Was, którzy są po raz pierwszy, ale też wszystkich z Was, którzy jesteście stałymi bywalcami i naszymi mostowiakami.
Dzisiaj wreszcie kończymy naszą serię „Blisko". Po kilku perypetiach i przesunięciach dotarliśmy do finału — chociaż po zeszłym tygodniu można było odnieść wrażenie, że Radek mimo już nowej, wrócił na chwile do poprzedniej.
Pytanie, które domyka serię
Dzisiaj stawiamy pytanie, które domyka wszystkie poprzednie:
Po co to wszystko? Po wielu świetnych nauczaniach, myślach i pytaniach będziemy się zastanawiać czy to już wszystko, czy ta seria jednak prowadzi nas gdzieś dalej.
[ pauza ]
Anegdota: rozmowa przy sąsiednim stoliku
Nie wiem, czy macie tak samo, ale ja mam taki mały problem: Bardzo często, gdy idę np. do restauracji z rodziną, z żoną, z przyjaciółmi i tak dalej, siedzimy sobie przy stole, a nagle do stolika obok, albo dwa stoliki dalej siada jakaś para, jakaś rodzina i zaczyna głośno ze sobą rozmawiać, i nie daj Boże, jeszcze na temat, który albo mnie interesuje, albo mnie drażni, wtedy mam takie coś, (moja żona często się z tego śmieje - ona wie, o co chodzi), ta rozmowa trzy stoliki obok potrafi mnie tak pochłonąć, że strasznie ciężko jest mi skupić się na rozmowie, którą prowadzę przy moim stoliku.
Macie tak? Czy tak ma ktoś z was? [gest: uniesienie ręki w górę] To jest ciekawe, że coś, co się dzieje obok, jest w stanie tak zająć uwagę. No chyba że to tylko mój mózg tak działa, że w tamtym momencie bardziej żyje tym, co się dzieje przy tamtym stoliku, niż przy moim własnym.To jest takie frustrujące.
I zawsze się zastanawiam w takiej sytuacji, czy ci ludzie obok są świadomi tego, jak głośno rozmawiają, i czy są świadomi tego, że ludzie obok uczestniczą w ich rozmowie. Czasami się zastanawiam, czy może nie robią tego celowo?
Przejście i czytanie — J 17,20-26
Ale chciałbym, żebyśmy przenieśli się teraz w szczególne miejsce w Ewangelii Jana. Abyśmy zobaczyli pewną scenę, którą ewangelista nam pokazuje. I przeczytamy teraz tekst z Ewangelii Jana, 17 rozdział. Wersety 20 do 26. Ale zanim to przeczytamy, krótko opowiem wam, co tam się dzieje.
Słuchajcie, jesteśmy w kluczowym momencie Ewangelii. Jezus modli się modlitwą, którą nazywamy arcykapłańską - jest to jego mowa pożegnalna — chwilę przed śmiercią. Cały ten akt zajmuje dużo więcej, ale ja przeczytam tylko kilka jej wersetów. Jezus zwraca się do Boga Ojca. Posłuchajcie:
[ 3 sek ]
„Wstawiam się nie tylko za nimi, ale także za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie.
Pragnę, by wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie.
Niech oni w nas będą jedno, aby świat przez to uwierzył, że Ty Mnie posłałeś.
Ja im dałem chwałę, którą Mi dałeś, aby byli jedno, jak My jedno jesteśmy:
Ja w nich, a Ty we Mnie.
Niech się staną doskonali w jedności, aby świat przez to poznał, że Ty Mnie posłałeś i ukochałeś ich tak, jak ukochałeś Mnie.
Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby oglądali moją chwałę, którą Mi dałeś, gdyż obdarzyłeś Mnie miłością przed stworzeniem świata.
Ojcze sprawiedliwy! Świat wprawdzie Ciebie nie poznał, lecz Ja Cię poznałem i oni poznali, że Ty Mnie posłałeś.
Objawiłem im też Twoje imię i jeszcze objawię, aby miłość, którą Mnie obdarzyłeś, była w nich — i Ja w nich."
J 17,20-26
Odsłona: to była podsłuchana modlitwa (w. 13)
Czy zdajecie sobie sprawę, że właśnie mieliśmy przywilej podsłuchać modlitwę Jezusa. Trochę jak przy tamtym stoliku obok — tyle że tym razem podsłuchujemy rozmowę samego Syna z Ojcem. I w tym przypadku wiemy, że chciano, by była podsłuchana. Skąd?
[ pauza ]
Bo w wersecie 13 mówi:
[ 3 sek ]
„Mówię to wciąż na tym świecie, aby mogli doświadczać pełni mojej radości".
J 17,13
[ pauza ]
Ta modlitwa jest skierowana do Ojca, ale Jezus wypowiada ją też dla uszu swoich uczniów. Jezus chce, żeby te słowa służyły ich radości. A dzięki temu, że uczniowie je usłyszeli i zapisali, dzisiaj możemy słyszeć je również my.
Rozmowa Ojca i Syna — przywilej
My dzisiaj możemy podsłuchiwać rozmowę Syna i Ojca. I pomyślcie, jakie to jest niezwykłe. Podsłuchujemy rozmowę dwóch Osób jednego Boga. A relacja między Nimi nie zaczęła się tej nocy — Syn odwiecznie jest z Ojcem i przy sercu Ojca.
Teraz Syn Boży, który przyszedł jako człowiek, zwraca się w modlitwie do swojego Ojca. I pozwala uczniom "usłyszeć" tę bliskość.
A o co się modli? Modli się za swoich uczniów, modli się za wszystkich, którzy przez ich słowo uwierzą. Czyli ostatecznie także za nas, którzy jesteśmy tutaj dzisiaj. Modli się, abyśmy byli jedno.
Surowe pytanie: czy ta modlitwa została wysłuchana?
Więc dwa tysiące lat temu Jezus, Syn Boży, modli się o jedność dla nas. A my - patrzymy uczciwie na stan Chrześcijaństwa. Patrzymy uczciwie na różne momenty w Jego historii. Patrzymy uczciwie na to, co się dzieje dzisiaj.
I naturalnie w nas pojawia się pytanie: Czy ta modlitwa została wysłuchana? Czy ta modlitwa miała jakiekolwiek znaczenie? Czy ta modlitwa miała jakąkolwiek moc? Czy Ojciec nie wysłuchał Jezusa? Swojego Syna?
[ pauza ]
2. Ruch 2 — FALSYFIKAT: nasza zła odpowiedź
Dysonans: czemu tej jedności nie widać?
Bo przecież każdy, kto ma oczy i odrobinę refleksji — kiedy z jednej strony ma tę modlitwę, a z drugiej - obraz rzeczywistości Kościoła - podziały, rozłamy, gadanie jedni na drugich — obok tego dysonansu nie przejdzie obojętnie. Czemu w takim razie tego nie ma? I czy można coś z tym zrobić?
Falsyfikat: bierzemy jedność w swoje ręce
Może, jeżeli tej jedności nie ma, to po prostu musimy zacząć ją budować? Zacznijmy myśleć o tym, co możemy zrobić, co możemy zmienić, jak sprawić, żebyśmy lepiej się traktowali. Skoro jedność jest ewidentnie tak ważna, że Jezus się o nią modli, i skoro świat ma przez nią coś zobaczyć — co z tym zrobimy?
No i robimy różne rzeczy. Zaczynamy od rzeczy często dobrych: wydarzeń, grup, lepszej komunikacji, świadomie budowanej kultury, większej gościnności. Mamy serię o bliskości (😉). Sam wielokrotnie myślałem: przeorganizujmy coś, uśmiechajmy się częściej, zmieńmy język jakim się do siebie zwracamy.
I chcę powiedzieć jasno: problemem nie jest plan, dobra kawa, uśmiech ani świadomie budowana kultura. Problem zaczyna się wtedy, gdy środki, które powinny służyć miłości, zaczynają zastępować miłość i próbują udowadniać, że jesteśmy jedno.
Fasada jedności
Bo sam pozór tych rzeczy potrafi wytworzyć każda organizacja na świecie. Uśmiechem sprzedaje się samochody, miłym słowem podpisuje się kontrakty. I Bóg jest do tego w ogóle niepotrzebny.
I najdziwniejsze jest to, że to może działać. Możemy zagrać jedność — zbudować fasadę, która przez jakiś czas przyciąga ludzi, choć za jej murem nadal pozostajemy daleko od siebie. Czasem wynika to ze złych intencji, ale często po prostu z bezradności wobec oczekiwań, które wierzymy, że Bóg ma wobec nas.
Wielu z nas widziało wspólnoty, w których fasada w końcu pękła. Wielu z nas widziało lata wysiłków by zbudować bliskość, i żadnego trwałego owocu. Wiecie, możemy powiesić przy wejściu neon, który woła: „welcome", a jednocześnie mieć serca i drzwi zamknięte na trzy spusty.
[ pauza ]
Druga ucieczka: spontan też jest agendą
Ale nie wiem, jak Wy — ja jestem już strasznie zmęczony tym, jak funkcjonujemy i jak myślimy. Ale w tym miejscu zmęczenia czeka inne zagrożenie. Jesteśmy tak zmęczeni sztucznością, agendami, ciągłym reorganizowaniem i organizowaniem wszystkiego, ciągłym narzucaniem sobie nawzajem tego, jak mamy się zachowywać i jak wyglądać. Mamy dosyć zabiegów, które próbują wyprodukować rozwój Kościoła i obraz żywej wspólnoty.
I wtedy przychodzi nam inny genialny pomysł: skoro to jest nieautentyczne i sztuczne, skoro to jest budowanie jakiejś fałszywki, imitacji, podróbki — to zróbmy to autentycznie. A jak wiemy, nie ma nic bardziej autentycznego niż spontan i brak planu. Brak filtra, brak struktury. Wszystko jest „no filter", „authentic". Ale i w tym pewien problem, bo kochani: brak agendy też jest agendą, a "surowość" i "naturalność" [pokazać cudzysłowy] też mogą być wyprodukowane.
Most: skąd ta jedność ma się wziąć?
Więc jeżeli to nie działa i jeżeli spontaniczność i opacznie przez nas rozumiana "autentyczność" również może być sztuczna — to skąd jedność ma się wziąć między nami? Co to właściwie znaczy: być jedno?
Szukanie własnej chwały
Bo ostatecznie obie drogi mogą skończyć się w tym samym miejscu. Nie zawsze pragniemy prawdziwej jedności. Czasami pragniemy reputacji ludzi, którzy są zjednoczeni i jednoczą. Chcemy, żeby świat spojrzał na nas i pomyślał: „Oni mają coś wyjątkowego". I nawet wspólnota może wtedy stać się sposobem naszukania własnej chwały.
W relacji jeden na jeden, kiedy ktoś buduje obraz siebie, który ma to zrobić wrażenie, moglibyśmy to nazwać "pozerstwem". Ale w Kościele to jakoś przechodzi. Dodamy trochę "świętego" słownictwa i jest ok.
🎭
Kluczowa myśl
Uświęcone pozerstwo.
[ pauza ]
Ani plan, wydarzenie, spontaniczność, zwyczaje ani nawet kultura między nami nie są źródłem jedności. Mogą jej służyć albo ją zasłaniać. Ale nie mogą jej stworzyć.
Więc skąd ona ma się wziąć?
[ pauza ]
3. Ruch 3 — ON OTWIERA DRZWI: co jest w środku
[ ton ruchu: centrum grawitacyjne kazania — tu pełna siła ]
Gdyby Jezus myślał jak my (narada za drzwiami)
Wiecie, kiedy myślałem sobie o tym, to zadałem sobie takie pytanie: co by było, gdyby Jezus myślał o jedności tak, jak często myślimy my? Jak to mogłoby wyglądać?
[ pauza ]
Ostatnia noc. Podniosła chwila.
Jezus mówi to całe przesłanie tego rozdziału Ewangelii do swoich uczniów. A potem idzie i mówi: „Chłopaki, idę rozmawiać z Ojcem. Nie przeszkadzać." Potem by wszedł do jakiejś izby, zamknął drzwi i odbył z Ojcem naradę: jaką strategię powinniśmy obrać, tak aby pozyskać tych na zewnątrz (gest na zewnątrz ręką). Jak sprawić by mieli poczucie miłości? Jak sprawić żeby poczuli się mile widziani i akceptowani? Czego nam brakuje, czego musimy od teraz robić więcej? A czego pod żadnym pozorem robić nie możemy?. A nawet jeżeli jakimś cudem pozwoliłby swoim uczniom słuchać jego narady, to prawdopodobnie powiedziałby im coś w stylu: „Tylko pamiętajcie, żebyście nie przekazywali tego dalej. To jest nasza wewnętrzna strategia. To, co w tym pokoju zostaje, w tym pokoju". Ale co? Co robi Jezus? Jezus robi wszystko na odwrót.
Refren: On otwiera drzwi
🚪
Refren
On nie buduje strategii. On otwiera drzwi.
[ pauza ]
Nie dlatego, że Jezus jest spontaniczny i lubi działać organicznie. Jedność nie jest też dla Niego techniką pozyskiwania ludzi. Jest darem Jego własnego życia.
Jezus nie zamyka drzwi. Otwiera je szeroko.
Cena otwartych drzwi (w. 19)
Bo posłuchajcie, co Jezus mówi tuż przed tą modlitwą, w wersecie 19:
[ 3 sek ]
„I za nich poświęcam siebie samego, aby ich życie również było poświęcone prawdzie."
J 17,19
[ aforyzm „dla kogo nie ma miejsca…" — pierwsze wystąpienie: z ciężarem; po nim niech pracuje cisza ]
Boży Syn wie tej nocy, że otwarcie tych drzwi będzie Go kosztowało życie i krew. Za kilka godzin zostanie odrzucony, wyprowadzony poza miasto i przybity do krzyża. Weźmie na siebie nasz grzech i nasz sąd. Zawoła słowami Psalmu 22: „O, Boże, mój Boże, dlaczego mnie opuściłeś?" Zostanie potraktowany jak ktoś, dla kogo nie ma miejsca, aby dla nas znalazło się miejsce przy Ojcu. On zostanie wyprowadzony za próg swojego domu, aby nas wprowadzić do środka. I robi to świadomie, dobrowolnie, z miłości.
[ 3 sek ]
✝️
Nie strategia — Boży Syn
To nie strategia otworzyła drzwi. Otworzył je Boży Syn — własnym ciałem i własną krwią.
Co jest w środku: prawdziwa więź, nie strategia
A co znajduje się za tymi otwartymi drzwiami? Nie wewnętrzna strategia, ale prawdziwa, odwieczna więź Syna z Ojcem. W tej modlitwie Jezus mówi o poznaniu, miłości, prawdzie i chwale — o czymś, co istniało przed założeniem świata.
Jezus nie tylko pozwala uczniom na tę więź popatrzeć - co już samo w sobie dla nich byłoby doświadczeniem życia. Przez swoje dzieło daje im udział w swojej bliskości z Ojcem.
Dlatego przeciwieństwem wyprodukowanej jedności nie jest spontaniczność. Jest nim życie wypływające z daru. Plan, uśmiech, prezent czy gest gościnności mogą być dobre. Pytanie brzmi: czy próbuję nimi wytworzyć wrażenie miłości, czy raczej wypływają z miłości, którą sam już otrzymałem?
Czym jest chwała
I tutaj Jan używa słowa „chwała", czytamy:
[ pauza ]
Ja im dałem chwałę, którą Mi dałeś, aby byli jedno, jak My jedno jesteśmy
J 17,22
[ pauza ]
Co to znaczy, że on dał chwałę?
Czy chodzi o to, wzajemne komplementowanie się?
Czy o wymianę uprzejmości?
Czy o duchowe fajerwerki, ogień z nieba?
[ pauza ]
Nie.
[ pauza ]
Definicja chwały
Chwała to objawiona wielkość, piękno i ciężar tego, kim Bóg naprawdę jest. A w Ewangelii Jana chwałę Boga najpełniej widzimy w Jezusie — także na krzyżu. Tam Bóg pokazuje, że Jego miłość nie bierze dla siebie, ale oddaje siebie za innych.
Kiedy więc Jezus mówi: Ja im dałem chwałę, którą Mi dałeś, mówi: pokazałem im kim jest Ojciec. Dałem im poznać Jego imię i Jego miłość. Pokazałem im, jaki Bóg naprawdę jest.
Pieczęć: wrażenie i chwała
Wiecie, wrażenie mówi: „Patrz, jak wyglądam." Chwała mówi: „Zobacz, kim naprawdę jestem." Nasza wyprodukowana jedność mówi: „Zobacz, jak wyglądamy, i niech cię to przekona." Jedność dana przez Jezusa mówi: „Zobacz, kim On jest i co Jego łaska robi z nami."
[ pauza ]
Dopóki żyjemy z wymiany wrażeń i ludzkiego uznania, będziemy brali chwałę jedni od drugich. A ta chwała nas dzieli, nie jednoczy.
Dwie chwały: dzieci i jeden dar
To trochę jak z dwójką dzieci. Rodzice wiedzą, jak szybko przy prezentach zaczyna się porównywanie: „Kto co dostał? Czyje jest większe? Dlaczego on ma takie? Czy moje jest lepsze?" Znacie to.
Kiedy wracam z wyjazdu, czasem kupuję moim dzieciom ten sam albo wspólny prezent. Dzieci czasem nawet wtedy znajdą powód żeby się porównać, Ale jednak zazwyczaj, kiedy uwagę obojga przejmuje hojność i pamięć taty, przestają na chwilę mierzyć swoją wartość tym, co ma drugie. Mówią: „Patrz, co dostaliśmy! Ale super, że to dostaliśmy!" I o to chodzi.
Albo próbujemy brać chwałę jedni od drugich, bo potrzebujemy, żeby ktoś potwierdził naszą wartość — i wtedy zaczynamy ze sobą rywalizować. Albo razem patrzymy na jedną, niewyczerpaną rękę Ojca i odkrywamy, że otrzymaliśmy ten sam dar: Jego miłość, Jego chwałę i miejsce przy Jego stole.
💡
Kluczowa myśl
To, co próbujemy brać od siebie, może nas dzielić. To, co razem otrzymujemy od Ojca, jednoczy nas.
[ zakończ szeroko, spokojnie, z ciepłem — a most powiedz ciszej: zejście z proklamacji do odkrywania ]
Ale Jezus idzie jeszcze dalej. Nie tylko pokazuje nam wspólny dar Ojca. On nas do niego włącza.
[ 2 sek ]
4. Ruch 4 — W NAS: nas wpuszczono
[ ton ruchu: tryb nauczycielski — wolniej, mniejsza amplituda; to konsekwencja, nie drugi szczyt ]
Nie tylko podsłuchać: „aby oni byli w nas”
Dlatego używa tutaj niezwykłego zdania:
Pięć razy „w”, ani razu „pomiędzy”
W greckim tekście, w wersetach 21–23, pięć razy pojawia się przyimek „w” i ani razu słowo „pomiędzy”. Posłuchajcie tego rytmu:
„Ty we Mnie.”
„Ja w Tobie.”
„Oni w Nas.”
„Ja w nich.”
„Ty we Mnie.”
[ 2 sek ]
Nie chodzi tutaj o sam przyimek. Ale ten rytm pokazuje coś bardzo ważnego. Jedność nie zaczyna się od tego, co potrafimy wytworzyć pomiędzy nami. Zaczyna się od tego, że zostajemy włączeni — i dlatego może stać się realna pomiędzy nami.
Doprowadzeni, nie wyprodukowani
Jezus mówi również:
„Niech się staną doskonali w jedności.”
A w oryginale czytamy nawet mocniej: „niech zostaną doprowadzeni do pełnej jedności”.
Zauważcie: doprowadzeni. To nie my sami produkujemy tę pełnię. To Bóg wykonuje w nas swoje dzieło.
Duch wprowadza nas do środka
Ale jak zostajemy włączeni? Przez kogo? Jezus odpowiada na to podczas tej samej ostatniej rozmowy z uczniami. W 14 rozdziale mówi o Duchu Świętym:
A trzy wersety później:
„Wy we Mnie, a Ja w was.”
💡
Kluczowa myśl
Krzyż otwiera drzwi. Duch Święty wprowadza nas do środka.
[ pauza ]
Jedność jak miejsce, do którego nas wpuszczono
Dlatego cała ta noc pozwala nam bardziej niż tylko jakąś postawę, wyobrazić sobie jedność jak miejsce, do którego zostaliśmy zaproszeni.
Jezus mówi:
„Chcę, aby byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem.”
„Aby oni byli w Nas.”
To nie jest fizyczne pomieszczenie. To wspólnota miłości Ojca i Syna, do której zostajemy przyjęci przez Ducha. Nie projekt przeprowadzany pomiędzy nami, ale dar, w którym już zostaliśmy umieszczeni — i z którego uczymy się żyć razem.
Klamra serii: te same drzwi
Pamiętacie pierwszą inspirację tej serii? Powiedzieliśmy wtedy, że Jezus otwiera drzwi do serca Boga. I dzisiaj widzimy coś więcej.
Więcej niż wgląd
Nie tylko pozwala nam zajrzeć.
Wprowadza nas do środka.
Jezus mówi:
„Aby miłość, którą Mnie obdarzyłeś, była w nich — i Ja w nich.”
Ulga i konfrontacja
Wracając więc do pytania z początku: Czy modlitwa Jezusa została wysłuchana?
[ lokalny szczyt ruchu — na chwilę wróć do tonu proklamacyjnego ]
Tak.
Ojciec wysłuchał Syna.
[ 3 sek ]
Ta jedność jest już realna w Chrystusie. Ale nie jest jeszcze w pełni dojrzała i widzialna w nas. Nasze podziały nie unieważniają dzieła Jezusa. Pokazują jednak, jak często nie żyjemy z daru, który już otrzymaliśmy.
Co ta odpowiedź zmienia
I to jednocześnie przynosi ulgę i konfrontację.
Ulgę — bo jedności nie musimy produkować, fałszować ani z siebie wykrzesywać.
Konfrontację — bo skoro została nam dana, to dlaczego ja tak często nią nie żyję?
[ pauza ]
5. Ruch 5 — STÓŁ I PRÓG ŚWIATA: domyka i posyła
5a — Stół
[ ton: konfesyjnie, nie oskarżycielsko — rozmowa rodziny przy stole; pastoralnie i uspokajająco ]
Siedzimy przy stole, jakbyśmy byli sami
Bo przecież Chrystus nie cofnął swojego daru, prawda? Nie zamknął drzwi. Nie odebrał nam miejsca przy stole. A jednak możemy siedzieć przy tym stole tak, jakbyśmy byli w domu sami. Możemy zapomnieć, gdzie jesteśmy, kto jest Gospodarzem i kim są ludzie siedzący obok nas.
I wtedy zaczynają się przepychanki. Kto wszedł pierwszy? Kto ma lepsze krzesło? Czyj głos znaczy więcej? Kto jest ważniejszy? Kto powinien zostać zauważony? I znowu, zamiast patrzeć na chwałę Ojca i dar Syna, zaczynamy patrzeć na wrażenie, jakie robimy na sobie nawzajem.
💡
Paradoks
To jest ten paradoks: zostaliśmy przyjęci do domu, a żyjemy tak, jakbyśmy nadal musieli wywalczyć w nim swoje miejsce.
[ pauza ]
Kochani jak Syn — Ojciec jest Gospodarzem
W wersecie 23 Jezus mówi do Ojca:
„Ukochałeś ich tak, jak ukochałeś Mnie.”
J 17,23
[ pauza ]
Miłość, którą Ojciec objawia w Synu, została nam podarowana.
Dlatego w tym domu nie jesteśmy gospodarzami, którzy muszą wszystko kontrolować, utrzymać i wyprodukować. Nie jesteśmy też najemnikami, którzy muszą zapracować na swoje krzesło.
Ojciec jest Gospodarzem.
My jesteśmy przyjętymi dziećmi.
To, co mamy, jest darem.
Możemy więc odpocząć — nie w bierności, ale od przymusu udowadniania, że zasługujemy na miejsce przy stole. A ludzie siedzący obok nas również należą do Ojca. Nie są gośćmi w moim domu. Nie są moją konkurencją. Są moimi braćmi i siostrami w Jego domu.
Amnezja tożsamości
Nasza jedność kuleje więc często nie dlatego, że nie mamy jej źródła. Kuleje dlatego, że mamy amnezję tożsamości.
Zapominamy, kto jest Gospodarzem.
Zapominamy, kim ja jestem.
I zapominamy, kim jest człowiek siedzący obok mnie.
Wrócić twarzą do stołu
Co wtedy? Wrócić twarzą do stołu. Wiecie, jak to jest podczas zwykłego posiłku. Ktoś się zagadał, ktoś spojrzał w telefon, ktoś myślami odszedł zupełnie gdzieś indziej. I w pewnym momencie trzeba po prostu wrócić twarzą do stołu.
Znowu zobaczyć, gdzie jesteśmy.
Zobaczyć, kto jest Gospodarzem.
Zobaczyć, kim jestem dzięki Jego łasce.
I zobaczyć ludzi, których On również zaprosił.
To nie jest technika produkowania bliskości. To powrót do rzeczywistości. Nie wytwarzamy stołu. Już przy nim siedzimy.
A kiedy Kościół naprawdę siedzi przy tym stole, obraz zaczyna się odwracać. Bo ktoś stoi za progiem i patrzy.
[ pauza ]
5b — Próg świata
[ energię odbudowuj stopniowo: narracja → zaciekawienie → proklamacja → refleksja → litania szeroko → Ewangelia rosnąco → finał cicho ]
Zamiana miejsc: teraz świat siedzi przy sąsiednim stoliku
Jezus mówi w tej modlitwie o tych, którzy uwierzą przez słowo uczniów. To właśnie my. Kiedyś byliśmy za progiem. Usłyszeliśmy przekazane przez nich słowo i zostaliśmy zaproszeni do środka. Teraz siedzimy przy stole.
Ale Jezus dwa razy mówi też o świecie:
„Aby świat przez to uwierzył, że Ty Mnie posłałeś.”
I:
„Aby świat przez to poznał, że Ty Mnie posłałeś i ukochałeś ich tak, jak ukochałeś Mnie.”
[ pauza ]
Więc kamera się odwraca. Na początku to my podsłuchiwaliśmy rozmowę Ojca i Syna. Teraz świat stoi za progiem i patrzy przez otwarte drzwi.
Co świat widzi przez drzwi
Ojca nie widać przez te drzwi bezpośrednio. Widać nas. Ludzi z różnych rodzin, z różnymi historiami, w różnym wieku, o różnym stanie zdrowia, z różnymi temperamentami i sposobami myślenia. Ludzi, którzy naturalnie nie zawsze wybraliby siebie nawzajem. A jednak, kiedy Kościół żyje z daru Jezusa, ci ludzie siedzą przy jednym stole i są zwróceni ku komuś, kogo nie widać.
Świat zna jedność ludzi którzy są podobni. Zna bańki, plemiona i grupy zbudowane wokół wspólnego interesu lub pasji. Ale kiedy widzi miłość, której nie da się wyjaśnić tylko podobieństwem, pojawia się pytanie: „Co ich właściwie trzyma razem?”
Nie chodzi o to, żebyśmy mieli reputację niezwykłych ludzi. Właśnie odwrotnie. Jeżeli ta jedność jest prawdziwa, pokazuje, że jej źródło nie znajduje się w nas. Więć ktoś jeszcze musi być przy tym stole. Rozumiecie?
Jedność wzbudza pytanie, głoszenie odpowiada
Dlatego nasza jedność, którą mamy od Niego, wzbudza pytania. A nasze głoszenie na nie odpowiada. Świat ma poznać dwie rzeczy: że Ojciec posłał Syna i że w Synu naprawdę przyjmuje oraz kocha ludzi takich jak my.
Nasze życie nie zastąpi więc głoszenia. A nasze głoszenie nie może zaprzeczać naszemu życiu.
Jedność otwiera pytanie. Słowo wskazuje na odpowiedź: Jezusa Chrystusa.
[ 3 sek ]
Nie wymyślamy zaproszenia
Więc tak - my zapraszamy do tego domu. Uczniowie głosili słowo. Przez ich słowo my uwierzyliśmy. Ale to nie jest nasze zaproszenie. I nie my jesteśmy właścicielami domu. Przekazujemy zaproszenie Gospodarza.
Otwarty dom sprawia, że napis „welcome” staje się wiarygodny. Bo można zawiesić piękny napis i nie chcieć nikogo w środku. Ale kiedy drzwi są naprawdę otwarte, forma zaczyna służyć rzeczywistości, zamiast ją zastępować.
🚪
Refren
On nie buduje strategii. On otwiera drzwi.
A my nie musimy produkować autentyczności dla świata. Mamy żyć z daru, który otrzymaliśmy, i nie zasłaniać stołu. Kościół nie ma wyglądać jak rodzina, ma nią być. W Chrystusie został uczyniony rodziną — i dlatego uczy się żyć jak rodzina.
Kryterium: czyj to dom?
Możemy więc zadać proste pytanie o każdą naszą relację, grupę, służbę i wspólnotę:
Gdyby była domem — kto jest w nim gospodarzem?
Czy chodzi przede wszystkim o Ojca, czy o ludzi, którzy ten dom prowadzą?
Co przez jego drzwi widać? Stół zwrócony ku Gospodarzowi — czy tylko dekoracje, formy i naszą potrzebę zrobienia wrażenia?
Czy drzwi są rzeczywiście otwarte?
To nie jest technika ani lista kroków. To pytanie o to, czyj to dom. Jedność jest nam dana w Chrystusie. Duch czyni nas jednym ludem. I właśnie z tego daru może wyrastać realna bliskość między nami. Bez tego wszystko może być tylko wydmuszką.
[ 4 sek ]
Litania pytań serii
[ zmiana tempa i rejestru: spokojnie i szeroko — jeden oddech na pytanie, słuchacz ma przypomnieć sobie tamto kazanie ]
Dlatego przez całą tę serię wracaliśmy do prawdy, że w Bożym rozumieniu bliskość zawsze wypływa z bliskości, która odwiecznie jest w Bogu. Zadawaliśmy sobie pytania:
„Dlaczego Bóg mnie szuka?”
[ pauza ]
„Co, jeśli oddanie się Mu oznacza utratę tego, na czym mi zależy?”
[ pauza ]
„Czy muszę mieć kogoś, żeby być blisko?”
[ pauza ]
„Jak być blisko kogoś, kto cierpi?”
[ pauza ]
„Co zrobić, kiedy ktoś bliski traci wiarę?”
[ pauza ]
„Czy prawdziwa wspólnota w ogóle istnieje?”
[ pauza ]
I dzisiaj : „I po co to wszystko?”
[ pauza ]
Lądowanie: po co to wszystko?
Na to pytanie odpowiada dzisiejszy tekst.
Po co to wszystko?
Syn odwiecznie jest przy sercu Ojca. Tej nocy modli się za swoich uczniów i za wszystkich, którzy przez ich słowo uwierzą. Za nas. I przez nas — dla świata.
Zostaliśmy przyjęci do miłości, której źródło jest w samym Bogu.
Przez nas świat może podsłuchiwać jedność, do której sami zostaliśmy zaproszeni. A może dzisiaj to ty stoisz po drugiej stronie progu.
[ pauza ]
Wezwanie: może stoisz za progiem
Może ty dzisiaj słuchasz tego i czujesz, że w tym obrazie jesteś po drugiej stronie progu. Może patrzysz przez te drzwi i coś cię intryguje. A może widzisz również pęknięcia, niespójność i momenty, w których Kościół zupełnie nie przypomina domu Ojca.
Ten tekst nie mówi:
„Popatrz, jacy niezwykli są chrześcijanie.”
Mówi:
💡
Kluczowa myśl
„Popatrz, jak niezwykły jest Jezus i co Jego łaska potrafi zrobić z ludźmi takimi jak my.”
Ewangelia: On zapłacił za otwarte drzwi
[ aforyzm — drugie wystąpienie: te same słowa, ale spokojniej i osobiście, jak przypomnienie; nie zatrzymuj się na objaśnianie — przejdź do zmartwychwstania ]
Syn został posłany do nas. Stał się człowiekiem, aby objawić nam Ojca. Wziął na siebie nasz grzech, naszą winę i sąd, na który zasługiwaliśmy. Umarł na krzyżu. Został potraktowany jak ktoś, dla kogo nie ma miejsca, aby dla nas znalazło się miejsce przy Ojcu. A potem zmartwychwstał.
Żyje i zaprasza ludzi nie tylko do poznania pewnych prawd o Bogu, ale do pojednania z Bogiem, nowego życia i miejsca w Jego rodzinie. Nie dlatego, że nasz grzech nie ma znaczenia. Właśnie dlatego, że miał tak wielkie znaczenie, że Jezus zapłacił za niego samym sobą.
Pokuta i wiara: od własnego stolika do stołu Ojca
Nie musisz najpierw stać się podobny do nas. Nie musisz uporządkować całego życia, udowodnić swojej wartości ani zasłużyć na krzesło przy stole.
Nie my jesteśmy drzwiami.
Jezus jest drzwiami.
Tę odpowiedź na Jego zaproszenie Biblia nazywa pokutą i wiarą. Pokuta nie jest listą uczynków, którymi płacisz za wejście. Jest odwróceniem się od grzechu i od przekonania, że sam masz prawo decydować, co jest dobre, co jest złe i kto będzie panem twojego życia. Wiara jest powierzeniem siebie Jezusowi — zaufaniem, że Jego śmierć wystarczyła, Jego zmartwychwstanie jest prawdą, a Jego łaska jest także dla ciebie.
[ staccato spokojnie i szeroko — przygotowuje pytanie, nie rozbija go ]
Syn już zapłacił za miejsce.
Drzwi są otwarte.
Ojciec jest Gospodarzem.
Duch wprowadza nas do środka.
Wchodzimy z pustymi rękami.
Pytanie nie brzmi więc: „Czy staniesz się wystarczająco dobry, żeby wejść?” Pytanie brzmi:
[ cicho, bez nacisku, bez dopowiedzenia ]
🚪
Wezwanie
Czy powierzysz siebie Jezusowi? Czy wejdziesz?
[ pauza ]